• Walka o pierwszą czwórkę: Liverpool – Tottenham >>

    -19-01-2010- 22-01 (Hubert Hynowski) - Źródło: własne

    piłka nożna

    Już jutro na boiskach angielskiej Premiership, po raz kolejny w tym roku rozegrane zostaną zaległe spotkania. Tym razem kibicom przyjdzie się emocjonować dwoma meczami. Pierwszym z nich będzie drugie w przeciągu trzech dni starcie pomiędzy Arsenalem a Boltonem, tym razem na Emirates Stadium. Drugi mecz natomiast zapowiada się o wiele ciekawiej, jako że będzie to spotkanie dwóch drużyn bezpośrednio walczących o 4 miejsce w ligowej tabeli – Liverpoolu oraz Tottenhamu.

    Starcie pomiędzy drużynami z Liverpoolu oraz Londynu będzie miało kolosalne znaczenie dla obecnego układu tabeli. Pierwsze trzy miejsca w Premiership zajmują obecnie Chelsea, Manchester United oraz Arsenal i to pomiędzy tymi zespołami rozegra się batalia o mistrzostwo w tym roku. Równie pasjonująco zapowiada się natomiast walka o czwarte miejsce w tabeli gwarantujące uczestnictwo w Lidze Mistrzów. Aspiracje do udziału w tym elitarnym pucharze zgłaszają cztery zespoły. Zajmujący obecnie 4 miejsce Tottenham (38 punktów, 21 rozegranych spotkań), Manchester City – nowa siła w angielskim futbolu (38/21), robiąca postęp z sezonu na sezon Aston Villa (36/22) oraz tradycyjny uczestnik Ligi Mistrzów – Liverpool, mający w tym sezonie ogromne problemy z odnalezieniem zwycięskiego rytmu (34/21).

    Pomimo fatalnych, jak na wysokie standardy Liverpoolu wyników zespołu w tym sezonie, trener Rafa Benitez obiecał na święta kibicom „The Reds”, że jego drużyna zajmie na koniec rozgrywek upragnioną czwartą lokatę.
    Niestety nowy rok nie przyniósł zapowiadanej poprawy wyników. W rozegranych jak do tej pory w styczniu meczach „The Reds” najpierw zremisowali na wyjeździe 1-1 z Reading w pucharze FA, by dwa tygodnie później w powtórzonym na Anfield spotkaniu sensacyjnie przegrać 1-2 po dogrywce i odpaść z pucharu. Warto odnotować, że wyrównującego gola w regulaminowym czasie gry Reading strzeliło w 94 minucie! Trzy dni później scenariusz się niestety dla zawodników Beniteza powtórzył. „The Reds” wygrywali do 90 minuty ze Stoke na Britannia Stadium, by po raz kolejny stracić bramkę w doliczonym czasie gry i zremisować 1-1.

    Rafa Benitez, na którego w tym sezonie wylała się wręcz fala krytyki ze strony angielskiej prasy, przyznał przed tym spotkaniem, że tym razem jest to już dla niego oraz jego zawodników przysłowiowe „do or die” (w tłumaczeniu: „zrobić lub umrzeć”). Jeśli Liverpool wygra ten arcyważny pojedynek, zbliży się do zajmujących obecnie czwartą lokatę „Kogutów” na 1 punkt i przedłuży szanse zespołu na występ w Lidze Mistrzów w przyszłym roku.

    Tottenham natomiast, przyjedzie na Anfield Road ze świadomością, że ewentualne zwycięstwo da im już 7 punktów przewagi nad zawsze groźnym Liverpoolem i zagwarantuje im jak na razie pozostanie na czwartej pozycji w tabeli. „Koguty” również w mieszanymi uczuciami wkroczyły w nowy rok. Po przekonywującym zwycięstwie w pucharze FA nad Peterborough 4-0, w ostatnią sobotę podopieczni Harry’ego Redknapp’a tylko zremisowali u siebie z walczącym o utrzymanie Hull City, co było jedną z większych niespodzianek ostatniej kolejki. Ogólnie jednak, zawodnicy z północnego Londynu poza kilkoma wpadkami radzą sobie dużo lepiej niż w poprzednim sezonie i na pewno będą bardzo pozytywnie nastawieni do meczu z „The Reds”. Ostatnie spotkanie obu zespołów rozegrane w sierpniu na White Hart Lane zakończyło się zwycięstwem „Kogutów” 2-1.

    Jeśli chodzi o sytuacje kadrowe w obu zespołach to obaj menadżerowie będą mieli jutro poważne kłopoty z zestawieniem swoich podstawowych jedenastek.
    Już po raz kolejny w tym sezonie Rafa Benitez nie będzie mógł skorzystać ze swoich dwóch największych gwiazd – Torresa oraz Gerrarda, co jest dla „The Reds” ogromnym osłabieniem. Oprócz nich z powodu kontuzji nie wystąpią również inni podstawowi zawodnicy: Daniel Agger, Yossi Benayoun oraz Glen Johnson. Jedynym wzmocnieniem zespołu będzie natomiast nowy nabytek drużyny z Anfield Road – Argentyńczyk Maxi Rodriguez, który przeszedł do klubu w tamtym tygodniu z Atletico Madryt.

    Harry Redknapp natomiast, ma wcale nie mniejsze problemy z kontuzjami niż menadżer „The Reds”. Linia obrony jego zespołu jest w rozsypce, ponieważ kontuzjowanych jest aż czterech zawodników z tej formacji. Są to: Jonathan Woodgate, Alan Hutton, Benoit Assou-Ekotto oraz Ledley King, którego szanse na występ z Liverpoolem ocenia się na 50/50. Oprócz nich urazy leczą również reprezentacyjny skrzydłowy Aaron Lennon oraz rezerwowy bramkarz Carlo Cudicini.

    Podsumowując, spotkanie to będzie starciem zawsze groźnego, lecz znajdującego się w tym sezonie w słabej formie Liverpoolu oraz Tottenhamu, który zrobił bardzo duży postęp w porównaniu z poprzednim sezonem. Ewentualna porażka „The Reds” może przelać już czarę goryczy i doprowadzić do zwolnienia Rafy Beniteza, do czego kibice oraz eksperci piłkarscy nawoływali już po porażce z Reading oraz remisie ze Stoke. Podczas gdy Liverpool musi to spotkanie wygrać, wydaje się, że Tottenham mógłby się zadowolić remisem na tak trudnym terenie. Co prawda fani „Kogutów” domagają się zwycięstwa, jednak w obecnej sytuacji kadrowej Harry Redknapp zapewne uznałby remis za pozytywny wynik dla jego drużyny.

    Stawki bukmacherów na to spotkanie:

    Liverpool: 2.40
    Remis: 3.25
    Tottenham: 3.00

    Mój typ: x2


  • Dodaj komentarz

    • Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
  • Komentarze

    • ~ janw@city.net.pl -20-01-2010 07-50

      Mimo ,że Liverpool jest przetrzebiony kontuzjami i trener Benitez zachowuje się jak dziecko zaginione we mgle uważam że The Reds wygra to spotkanie.Obecnie Koguty rewelacyjnie nie grają.Mój typ-1.

Ankieta

  • Gdzie oglądasz spotkania piłkarskie ?

    Zapraszamy do odpowiedzi na pytanie - Gdzie oglądasz spotkania piłkarskie ?

Zobacz Wyniki