• Karne z Azerbejdżanem czyli gonią nas a my nie uciekamy >>

    -27-07-2010- 11-15 (Marcin Bodziony) - Źródło: autorski felieton

    piłka nożna

    Konfrontacja Lecha Poznań z azerskim Interem Baku przyniosła kibicom w Polsce wiele emocji. Pierwsze spotkanie zakończyło się wynikiem 0:1 i większość znawców, którzy śledzili to spotkanie uważała, że zwycięstwo wyjazdowe i jeden gol zaliczki to świetny początek kwalifikacji do fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzów. Nikt nie wyobrażał sobie, że przy Bułgarskiej w Poznaniu padnie wynik niekorzystny. Mało tego, wielu sądziło, że Azerowie zostaną rozgromieni i wrócą do ojczyzny ze spuszczonymi głowami...

    Stało się jednak inaczej. Zawodników ogarnęła sportowa niemoc. Nic nie wychodziło, podpoieczni trenera Zielińskiego frustrowali swoją nieskutecznością każdego kibica, a sam szkoleniowiec dał się ponieść emocjom na tyle, że pod koniec spotkania, jak i później w dogrywce, „Kolejorz” grał bez nominalnego napastnika na murawie. Kiedy Azerowie zdobyli gola na 0:1 i wyrównali stan rywalizacji, wszyscy na stadionie zamarli. Nawet kibice, którzy są ze swoją drużyną zawsze, zastygli w osłupieniu. Nie śpiewano, nie motywowano piłkarzy, czekano na wyrok.

    Wyrok, na szczeście dla polskiej piłki nie nastapił, bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że nawet każdy kibic Legii, Wisły, Widzewa czy Śląska wie (nie oskarżamy tu o analfabetyzm, ale o wyczucie tzw. „dobra polskiej piłki”, mimo kibicowskich animozji – przyp. Red.), że kolejna faza piłkarskiej Ligi Mistrzów to ogromne pieniądze wpompowane w polski futbol. Wielu nie kibicuje Lechowi, ale polskiej drużynie, która ma okazję wywalczyć kawałek finansowego tortu, który pomoże całej krajowej piłce nożnej. Oczywiście, tort ten zjedzą pewnie Barcelona, Chelsea, Manchester, Bayern, Inter lub inne europejskie potęgi, ale dla nas nawet jego okruszek to spory zastrzyk finansowy.

    Niestety, w bitwie o rzeczony okruszek stoimy na coraz gorszej pozycji. Wydawać by się mogło, że takich Azerów, Litwinów czy innych Maltańczyków (nazewnictwo stereotypowe stroniące od nacjonalizmu w moim wydaniu – przyp. Red.), powinniśmy tłuc niemiłosiernie. Tymczasem, zdarzają sie wpadki. Można stwierdzić, że nie są to już tylko przypadki, ale swoistego rodzaju tendencja. Nasze zespoły powoli przestają odpadać tuż przed fazą grupową z Lazio, Parmą, Barceloną czy nawet CSKA Moskwa, ale bardzo często problemów nastręczają nam Inter Baku czy Levadia Tallin. Nie jest to dobry prognostyk. Pokazuje on bowiem, że Europa Zachodnia nam ucieka, a nacje uchodzące do niedawna za piłkarskich chłopców do bicia pozbawiają trenera mistrza Polski kilku lat życia (Jacek Zieliński) lub ogromu włosów na głowie (Maciej Skorża).

    Nie można już narzekać, że winny jest system, który nakazuje nam rywalizować o Ligę Mistrzów z europejskimi potęgami. Gramy przecież z średniakami i słabeuszami, ale i tak nie kwalifikujemy się do piłkarskiej elity. Łatwiej już chyba być nie może, ale wciąż nie wykorzystujemy naszej szansy. Nie można jednak z góry skazywać Lecha na porażkę ze Spartą Praga, ale powiedzmy sobie szczerze, że wszyscy przystępujemy do tej konfrontacji z duszą na ramieniu. Optymistów jest niewielu, a realiści nie są skłonni stawiać na polską drużynę, a to przecież dopiero III. Runda eliminacji. Z jednej strony ciężko pogodzić się z myślą, że to Słowacy i Słoweńcy, a nie my grają na Mundialu, ale należy im oddać honor za pracę, jaką wykonano w tych grajach i wziąć się w garść, bo jeśli oni potrafią, to dlaczego nie my?


  • Dodaj komentarz

    • Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
  • Komentarze

    • Brak komentarzy

Ankieta

  • Gdzie oglądasz spotkania piłkarskie ?

    Zapraszamy do odpowiedzi na pytanie - Gdzie oglądasz spotkania piłkarskie ?

Zobacz Wyniki